Niedawno obchodziliśmy kolejną rocznicę Paschy. Wielkiego żydowskiego święta, któremu Chrystus nadał nowy wymiar. W rzeczywistości Chrystus jest wypełnieniem Paschy (1Kor 5,7). Oznajmione to zostało przez Niego w czasie wieczerzy paschalnej, podczas której ustanowił Nowe Przymierze. Przymierze swojego ciała i Swojej krwi, a którego uprawomocnienie nastąpiło kilkanaście godzin później na krzyżu Golgoty.
Natomiast w ciągu ostatnich kilku tygodni mieliśmy okazję widzieć kolejną ekranizację ostatnich godzin z Jego życia. Przed ponad miesiącem wszedł na ekrany kin film "Pasja", którego dystrybucja zaczyna dosięgać coraz to nowe państwa na skalę masową. Jest to obraz, który niewątpliwie unaocznia światu cierpienie Jezusa w jego fizycznym wymiarze. I chociaż jest to tylko film, jedna mniej lub bardziej prawdziwa interpretacja jego twórców, to może on skłonić do głębszego zrozumienia krzyża Pańskiego.
W artykule tym chciałbym, byśmy zastanowili się nad tym, co właściwie stało się na krzyżu? Niech kluczem do zrozumienia tego będą same słowa Jezusa Chrystusa wypowiedziane właśnie na krzyżu. Jestem przekonany, że słowa te są w stanie wiele zmienić; przemienić nie tylko umysł ale i serce, i przyczynić się do głębszego poznania Zbawiciela. Przyszedł On właśnie na tę godzinę (Jan 12,27).
Wcześniej jednak zastanówmy się nad samym ukrzyżowaniem.
Bardzo często zanim Rzymianie kogoś ukrzyżowali, bili go i biczowali. Zwykle ściągali ze skazanego ubranie i pochylali go brzuchem nad palem do biczowania, żeby się trzymał mocno tego pala. Biczowania dokonywali liktorzy lub biczownicy. Bicz, zwany flagrum, miał mocną rękojeść, do której przymocowane były długie skórzane rzemienie różnej długości. Wplatano w nie ostre poszarpane kawałki kości i ołowiu. Uderzano przez plecy, ramiona i nogi powodując głębokie rany, które otwierały się po kolejnych uderzeniach. Rzymianie nie mieli żadnych prawnych ograniczeń odnośnie ile razy biczowano. Żydowski historyk Józef, który urodził się około 30 roku n. e. pisał, że widział, jak Rzymianie biczowali ludzi do tego stopnia, że ich wnętrzności wypadały na ziemię. Po biczowaniu zwyczajem było wyśmiewanie skazańca.
Człowiek skazany na ukrzyżowanie musiał nieść poprzeczną belkę krzyża na miejsce egzekucji. Po dotarciu do celu, skazaniec był przybijany gwoździami, które wbijano pomiędzy kości przegubowe rąk, a jednym długim gwoździem przybijano stopy w okolicach kostek. Kolana krzyżowanego były ugięte. Powód, że zginano kolana był taki, by osoba w ten sposób ukrzyżowana mogła dłużej żyć i cierpieć na krzyżu. Kiedy ciało, pod swoim ciężarem, ściągało się w dół, wtedy paraliżowało to mięśnie uniemożliwiając wydech powietrza. Osoba taka mogła więc wdychać, ale nie mogła wydychać powietrza. Ale jeśli jej kolana były zgięte, to ukrzyżowany mógł popchnąć swoje ciało w górę i wypchnąć powietrze z klatki piersiowej i mógł wydychać. To jednak powodowało wielki ból w nogach i kostkach. Chcąc spowodować szybszą śmierć ukrzyżowanego, łamano mu golenie. W przypadku Jezusa gwoździe wbito poprzez dłonie i nie łamano Mu nóg, ponieważ już umarł (proroctwo o Mesjaszu, Ps 34,21, Ks. Wyjścia 12,46).
Na krzyżu Jezus wypowiedział 7 zdań, stwierdzeń.
Teraz podejmijmy historię o krzyżu.
Jezus został zbity, Jego twarz jest cała zakrwawiona, że nie można Go rozpoznać. Ręce, które dotykały, które leczyły, które tyle dobra zrobiły dla ludzi teraz są przebite gwoździami. Stopy, które przemierzyły tyle kilometrów i przyniosły dobrą nowinę dla ludzi teraz są zatrzymane gwoździem. Skroń, która kiedyś marszczyła się ze współczucia, kiedy patrzyła na Jerozolimę, teraz ma koronę cierniową na sobie.
I jakie są pierwsze Jego słowa? Łukasz 23, 32-34:
"Przyprowadzono też dwóch innych – złoczyńców, aby ich z Nim stracić. Gdy przyszli na miejsce zwane ‘Czaszką’ ukrzyżowali tam Jego i złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej Jego stronie. Lecz Jezus mówił: Ojcze przebacz im bo nie wiedzą co czynią. Potem rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając losy.”
Zastanówmy się głębiej. Jezus nigdy niczego złego nie zrobił, ani jednej złej rzeczy. Nigdy nie miał złej myśli w stosunku do nikogo. On uzdrawiał i błogosławił, a odpłacono Mu krzyżem. On mógł wezwać aniołów z nieba, i każda osoba, która uczestniczyła w Jego ukrzyżowaniu byłaby zabita.
Ale powiedział:
"Ojcze przebacz im bo nie wiedzą co czynią".
Przypomnijmy sobie co powiedział w kazaniu na górze. Mówił abyśmy błogosławili tych, którzy nas wyszydzają, złorzeczą nam. Żebyśmy modlili się za tych, którzy są naszymi wrogami i przebaczali im. Więc mamy tutaj wielki przykład z Jego strony:
modlitwa i prośba o przebaczenie dla oprawców.
Następne słowo to obietnica (Łukasz 23,39-43):
"Jeden ze złoczyńców, których tam powieszono, urągał Mu: Czy Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas. Lecz drugi karcąc go rzekł: Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz. My przecież – sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił. I dodał: Jezu wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa. Jezus mu odpowiedział: Zaprawdę powiadam ci: Dziś ze mną będziesz w raju."
Zastanówmy się, kto wybrał to, w jaki sposób Jezus miał umrzeć, czyj to był wybór? To był wybór Jego prześladowców działających w mocy ciemności (Łk 23,21). Podczas pojmania Jezusa w Ogrójcu, powiedział On:
"To jest wasza godzina i panowanie ciemności"
(Łk 22,53).
Tylko najgorsi przestępcy, sama szumowina społeczeństwa była krzyżowana. Bez względu na to co czynił rzymski obywatel, prawnie nigdy nie mógł być ukrzyżowany. Tylko mordercy, zdrajcy i gwałciciele byli krzyżowani. I moce ciemności także sprawiły, że dwóch morderców, dwóch kryminalistów było po obu stronach Jezusa. To tak jakby szatan mówił całemu światu "Ten Jezus jest tylko oszustem, niczym więcej niż ci dwaj przestępcy po jego obu stronach".
Ale nawet tutaj przebija się boskość i królewskość Jezusa.
Pod krzyżem znajdowali się także Żydzi, arcykapłani i uczeni w Piśmie. I oni drwili z Jezusa. To nie były tylko zwykłe takie sobie drwiny. Oni wyśmiewali i pogardzali czterema wielkimi faktami z życia Jezusa, które stanowiły podstawę oczekiwanego Mesjańskiego Królestwa:
Widzimy, że pod krzyżem Żydzi, arcykapłani i uczeni w Piśmie pogardzali Jezusem i całym mesjańskim posłaniem od Boga.
Ale jest tam także jeden ze złoczyńców, obok Niego ukrzyżowany. Złoczyńca, który czuł bojaźń Bożą. Bojaźń, która jest prawdziwym początkiem mądrości. Człowiek ten napomina swego towarzysza - drugiego złoczyńcę: my zasługujemy na śmierć, ale On nic złego nie uczynił. Jest doskonałym człowiekiem. I prosi Jezusa:
"wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa".
Czy uświadamiamy sobie co on mówi o tym człowieku obok niego wiszącym na krzyżu?
Że jest królem, że ma królestwo. Chociaż nie wygląda na takiego.
A co Jezus mówi mu?
"DZISIAJ BĘDZIESZ ZE MNĄ W RAJU".
Będziesz ze mną w niebie. Czyli z chwilą, gdy zamkniesz swoje oczy w śmierci, otworzysz je w niebie i będziesz w moim królestwie.
Dlaczego? Co ten człowiek miał do zaoferowania Jezusowi?
Nic poza własną skruchą. Tylko mógł wierzyć. Wierzyć, że Jezus umiera na krzyżu i jest w stanie wziąć go do nieba. Czy uświadamiamy sobie, że nikt nie dostaje się do nieba dlatego, że zasługuje na to? Człowiek dostaje się do nieba tak samo jak ten biedny złoczyńca na krzyżu. Grzesznik, prostą wiarą ufający Jezusowi, że On tam go weźmie.
Zwróćmy uwagę, że ten skruszony złoczyńca mówił o przyszłości ('wspomnij'), a Jezus odpowiedział: 'dzisiaj'.
Następne wielkie słowo Zbawiciela. Skierowane do Jego matki i do umiłowanego ucznia (Jan 19,25-27):
"A stały pod krzyżem Jezusa matka Jego i siostra matki Jego, Maria żona Kleofasa, i Maria Magdalena. A gdy Jezus ujrzał matkę i ucznia, którego miłował, stojącego przy niej, rzekł do matki:
Niewiasto, oto syn twój!
Potem rzekł do ucznia:
Oto matka twoja!
I od owej godziny wziął ją ów uczeń do siebie".
Tego dnia wszyscy uczniowie z wyjątkiem jednego opuścili Jezusa. Tylko kobiety tam były razem z Janem, Jego uczniem. Weźmy pod uwagę co robi Jezus, kiedy przemawia do Swojej matki i daje jej nowego syna. Ona miała swoich krewnych, którzy mogli się nią zaopiekować. Jezus jednak powierza Swoją matkę Janowi. Stawia Jana i Marię razem, tworząc nową rodzinę: umiłowany uczeń i błogosławiona między niewiastami. Oni kochają Go i wydają się rozumieć lepiej niż ktokolwiek inny. Nie ma lepszej rodziny niż bracia i siostry w Chrystusie. Kiedy stoimy pod krzyżem i patrzymy na naszego Zbawiciela. Na Jego śmierć za nas. Kiedy skupiamy się na Nim i na Jego ofierze za cały świat. Jesteśmy w tym momencie jedną rodziną braci i sióstr. Wtedy nie możemy ze sobą walczyć czy się kłócić. Wtedy wszystkie nasze osiągnięcia, posiadłości, inteligencja, pozycja naprawdę nic nie znaczą, bo teraz widzimy serce Boga wylane w miłości za świat.
Teraz Jezus już nie mówi do żadnego człowieka. Wiemy, że został On ukrzyżowany o 9 rano i wisiał na krzyżu do 3 po południu, kiedy zdjęto Go z krzyża. Od 12 w południe do trzeciej po południu cały świat pociemniał. W tym czasie Jezus niósł grzech całego świata (Mk 15,33-34):
"A gdy nadeszła godzina szósta ciemność zaległa całą ziemię. Do godziny dziewiątej. O godzinie dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem:
Eloi, Eloi lema sabachthani
, co się wykłada:
Boże mój, Boże mój czemuś mnie opuścił?
"
Szósta to była według naszego czasu dwunasta w południe. Dziewiąta godzina to piętnasta. Więc przez trzy godziny ciemność zapanowała nad ziemią, bo w tych trzech godzinach Jezus wziął na Siebie grzech całego świata. Każdy grzech jakikolwiek popełniliśmy, każdą złą myśl jaką kiedykolwiek mieliśmy, każdy grzech jakikolwiek popełnimy spoczęły na Nim. Tak jak jest powiedziane w drugim liście do Koryntian (5, 21), On stał się grzechem za nas. Wielu z nas może być zakłopotanymi tym pytaniem:
"Boże mój, Boże mój czemuś mnie opuścił?"
Tutaj Jezus wyraża swój ból bycia opuszczonym przez Boga. Po raz pierwszy Bóg Ojciec i Duch Święty odwrócili się od Jezusa. Bo co było karą za grzech? Jezus był oddzielony od Boga Ojca i Ducha Świętego, kiedy stał się grzechem za nas na krzyżu. Wziął przekleństwo grzechu Adama i Ewy zapisane w Genesis 3. Jest tam powiedziane, że ziemia będzie rodzić ciernie. A co było na głowie Jezusa? Korona cierniowa. On brał te ciernie z powrotem na siebie.
Także w Genesis 3 widzimy jak bardzo Adam wstydził się swojej nagości. Jezus wziął na siebie cały ten wstyd kiedy wisiał nagi na krzyżu. W starożytności rzymscy i żydowscy pisarze podają, że nie krzyżowano nikogo w ubraniu. Nawet żydowskie prawo mówiło, że wiszący na drzewie jest przeklęty (Deuteronomium-Księga Powtórzonego prawa 21, 23).
Teraz popatrzmy na piąte słowo (Jan 19,28-29):
"Potem Jezus wiedząc, że się to już wszystko wykonało aby się wypełniło pismo powiedział:
Pragnę.
A stało tam naczynie pełne octu. Włożywszy na pręt hizopu gąbkę nasiąkniętą octem podali mu do ust".
Jednym z najboleśniejszych aspektów ukrzyżowania było pragnienie. Ludzie mogli wisieć na krzyżu przez dwa lub trzy dni zanim umarli. Często umierali z pragnienia. To słowo po grecku to ‘dipsao’. Jest ono bardzo ważne w Ewangelii Jana i Apokalipsie, ponieważ wyraża ono pragnienie życia wiecznego, sprawiedliwości i Ducha Świętego (J 4,10-14; J 6,35-39).
Jezus mówi, że jest fizycznie spragniony. Ale mówi coś więcej niż to. Mówi, że na krzyżu był oddzielony od Ojca i od Ducha. I był spragniony Bożej obecności. Łaknął życia wiecznego. On pragnął żebyśmy my nigdy nie musieli pragnąć. On umarł, żebyśmy my nie musieli umrzeć.
"Boże mój, Boże mój..."
wyraża fakt, że Jezus zapłacił prawną ofiarę za nas.
"Pragnę"
wyraża tą samą rzecz. Podkreśla jednak, jak Jezus się czuł kiedy tę karę zapłacił. On odczuwał wszystkie nasze grzechy, odczuwał winę każdej złej rzeczy jaką kiedykolwiek zrobiliśmy, jaką kiedykolwiek zrobił świat.
Przeczytajmy szóste słowo (Jan 19,30):
"A gdy Jezus skosztował octu rzekł:
wykonało się...
I skłoniwszy głowę oddał ducha".
To było słowo zwycięstwa. Bo co się wykonało? Czy miał na myśli koniec Swego życia? Nie, bo po trzech dniach miał powstać z martwych. Czy On miał na myśli Jego dzieło na ziemi? Nie, bo wiedział, że wróci na ziemię. Tu chodzi o dzieło śmierci za grzech. To greckie słowo jest
‘τελεο’
(teleo). I znajdujemy to samo słowo w dokumentach z pierwszego wieku. Ono znajduje się na pieczęci rachunków kupców, albo jest wygrawerowane na tabliczce reprezentującej taki rachunek kupiecki. I to oznacza "zapłacone w pełni". Jezus zapłacił nasz dług, nasze grzechy w pełni, zgładził grzech świata.
Ostatnie słowo (Łukasz 23,44-46):
"A była już mniej więcej godzina szósta i ciemność zaległa całą ziemię aż do godziny dziewiątej, gdy zaćmiło się słońce; i rozdarła się zasłona w świątyni na dwoje. A Jezus, zawoławszy wielkim głosem, rzekł:
Ojcze, w ręce twoje polecam ducha mego.
I powiedziawszy to skonał".
Jest prawie trzecia po południu. Jezus jest bliski śmierci. Ciemność zbliża się ku końcowi. Pamiętajmy, że panowały wtedy na ziemi moce ciemności. Bóg Ojciec i Duch wycofali się. Tylko ciemność tam była. Jezus odczuwał w swym ciele winę całego świata. I co powiedział?
"Ojcze"
. Już nie
"Boże"
, tylko
"Ojcze"
.
On w swoim sercu mówi Pismo (Ps 31,5). Zastanówmy się nad znaczeniem tego. Jego wrogowie przy krzyżu pluli na Niego i wyśmiewali Go. Ojciec i Duch wycofali się od Niego, odeszli. I On patrzy z tego krzyża na świat, na którym brak jest śladu Boga i nadal jest zdecydowany by być posłuszny Bogu i nazywać Go ojcem. I wypowiada pieśń z pisma w Swoim sercu.
My także czasami możemy przechodzić przez miejsca, w których nie widzimy śladu Boga. Ale wierzę, że On chce nas przeprowadzić przez te miejsca gdzie nasze uczucia mówią, że nie ma Boga, że Bóg nas opuścił. Żebyśmy nawet w tym czasie byli zdecydowani w swoim sercu być Jemu posłusznymi. Żebyśmy byli zdecydowani wierzyć Jego słowu; mimo naszych uczuć i okoliczności nazywali Go Ojcem i wiedzieli, że On kontroluje nasze życie.
Zauważmy jak umarł (Jan 19,30b). On skłonił Swoją głowę, oddał Swojego ducha dopiero potem. Umarł tak jak żaden inny człowiek. Głowy innych ludzi po prostu omdlewały i wtedy oni umierali. Pamiętamy jak w Jana 10 Jezus mówi:
"Kładę swoje życie i nikt nie może go ode mnie odebrać"
. Jezus wiedział, że Jego dzieło było wykonane i skłonił Swoją głowę i oddał Swego ducha. Nikt Mu go nie zabrał. On po prostu go uwolnił kiedy był czas.
Zauważmy to małe słowo, że skłonił Swoją głowę. Jest to greckie słowo
κλινω
(klino). Przypomnijmy sobie to znane stwierdzenie Jezusa w Mateusza 8. On mówił:
"Lisy mają swoje nory w ziemi gdzie mogą się schować, ptaki mają gniazda, ale Syn Człowieczy nie ma gdzie głowy przyłożyć".
"Skłonił głowę" to dokładnie to samo greckie słowo
κλινω
(klino), które mówi, że nie ma gdzie głowy przyłożyć.
Jezus nie miał żadnego miejsca na ziemi, gdzie mógłby skłonić Swą głowę. W końcu znalazł je na krzyżu, by skłonić Swą głowę. Tam spoczął. Między niebem i piekłem.
On spoczął na krzyżu, żebyśmy my mogli spoczywać z Nim wiecznie w niebie.
Niektórzy z nas wierzą w swoim umyśle, że On umarł za nasze grzechy, ale nie wierzą w to w swoim sercu, nie odczuwają tego. Myślą, że nie są wystarczająco dobrzy, że nie mogą zrobić wystarczającej ilości uczynków dla Boga.
Ale przez krzyż Jezus powiedział nam, że kocha nas takimi jacy jesteśmy.
Nie jest to tylko okazanie głębokiego uczucia miłości do ludzi, ale jest to szczególne działanie przedsięwzięte przez Boga, by właściwie usunąć Jego święty gniew od tych, których On zbawił przez śmierć Swego Syna. Jest to działanie Boga Ojca, Tajemnica, kiedy wylał On cały gniew na Swojego Jedynego Syna, abyśmy my wszyscy, którzy uwierzymy mieli życie wieczne. Jest to prawda, której „ani oko ludzkie nie widziało ani ucho nie słyszało”. Prawda której jakby po omacku wyglądali prorocy i sprawiedliwi Starego Przymierza aż do chwili, kiedy wykonało się i zasłona Tajemnicy została rozdarta i objawiona byśmy wiedzieli, że mamy życie wieczne.
Jezus umarł za nas. Bóg dał to co miał najdroższego, wszystko. I nie skończył jeszcze Swego dzieła w nas.